Legendy oksywskie

Legenda o Morskim Niedźwiedziu

„Jedna z nich opowiada o tym, że przed wiekami na urwiskach Oksywskiej Głowy stał piękny zamek. Mieszkał w nim książę, zwany przez Kaszubów królem morza. Ożenił się on z dziewczyną dobrą i mądrą, obdarzoną niezwykłą urodą. Wkrótce po ślubie musiał jednak dzielny książę wyruszyć w morze. Opiekę nad młodą małżonką powierzył swojej matce — kobiecie złej i podstępnej. Po wyjeździe księcia życie dziewczyny stało się smutne i monotonne. Chodziła bez celu po zameczku, tęsknie wpatrując się w wody zatoki. Jedyną jej rozrywką stało się karmienie zgłodniałych mew oraz zabawa Z niedźwiedziem, który siedział przykuty łańcuchem do słupa na zamkowym dziedzińcu. Na to wszystko patrza­ła ze złością jej świekra, zazdrosna o urodę i dobroć synowej. Gdy więc synowa pewnego dnia urodziła dziecko całe pokryte sierścią, wiedźma zaraz napisała list do syna: „Twa żoneczka miła straszydło powiła". Władyka, przeczytawszy tę wiadomość, strasznie się rozgniewał. Kazał związać swą żonę złotym łańcuchem ofiarowanym w ślubnym darze, a potem wrzucić wraz z maleństwem do łódki i zepchnąć na wzburzone fale morza. Świekra triumfowała. Niedługo jednak spotkała ją kara. Skacząc z radości, w pewnym momencie poślizgnęła się i spadła ze stromego urwiska w dół wąwozu zwanego dziś Babim Dołem.

Tymczasem biedna wygnanka modliła się o ratunek. Wkrótce wielkie fale zaczęły ją omijać i szczęśliwie dobiła do brzegów skalistej wyspy Bornholm. Przygarnęli ją tutaj z dzieckiem poczciwi rybacy. Księżna zamieszkała w biednej i omszałej chatce, ciężką pra­cą odwdzięczają się rybakom za gościnę. Jej syn wyrósł na doskonałego rybaka i śmiałego żeglarza. Cieszył się on powszechnym szacunkiem i poważaniem. Nazywano go Björnem Niedźwiedziem. O jego czynach opowiadano legendy i śpiewano pieśni. Björn ocalił wielu rozbitków, wyciągając ich z morskiej kipieli. Odważnie wypływał nawet w czasie sztormu, niosąc ratunek zabłąkanym statkom.

Pewnego popołudnia, gdy siedział wraz ze swoją matką na ławeczce przed chatą, gdzieś w oddali dał się słyszeć płaczliwy głos. — To kaszubska bazuna — zawołała matka. — Poznaję! To ktoś z naszych ziomków wzywa ratunku. Björn, nie namyślając się, chwycił kamienny topór; skoczył do czółna i odepchnął je od brzegu. W ostatniej chwili Morski Niedźwiedź dotarł do miejsca, gdzie sczepiły się dwa okręty. To piraci napadli statek siwego brodacza, który wraz z garstką wiernych żeglarzy dzielnie odpierał ich atak. Zadudnił topór; przerazili się wikingowie. Niedźwiedź wraz z uratowanymi dotarł do brzegów wyspy i zaprosił ich w skromne progi swojej chaty.

Siwy żeglarz ujrzawszy jego matkę, poznał w niej swą żonę. Osunął się na kolana do jej stóp i płacząc, prosił o przebaczenie. Książę żałując swego rozkazu, przez długie lata błąkał się po Bałtyku w poszukiwaniu swoich najbliższych. Pragnął teraz, aby wrócili z nim na Oksywie. Tak też się stało. Niebawem odbyło się huczne wesele ich syna. Małżeństwo to było bardzo udane, bo skąd by się wzięło na Wybrzeżu tylu „morskich niedźwiedzi", jak odtąd nazywano prawdziwych marynarzy, licznie odwiedzających por­towe tawerny?”

Legenda o Stolemach

Nazwa Oksywie oznacza głowę byka, dumnie wynurzającą się z morza. Najprawdopodobniej była to głowa Stolema, olbrzyma z Kaszub, który była potężny i silny jak byk. Gdy spał spokojnie, drzewa słaniały się od jego podmuchów, a gdy chrapał, zrywał się sztorm, a wzburzone fale uderzały w klif. Stolemy miały ludzką postać, były jednak tak wysokie, że ich głowy wystawały ponad czubki drzew w lesie, a ponadto obdarzone ponadludzką siłą. Z łatwością mogły wyrywać drzewa z korzeniami, a wydobywany z bagien i mokradeł torf, który Kaszubi wykorzystywali jako opał, pochodził właśnie z tych wyrwanych drzew. Mogły też zdejmować chmury z nieba i wyciskać z nic deszcz, gdy pola były zbyt suche, jednak tam gdzie stawali bosymi stopami nic już nie wyrosło, dlatego tak marna i nieurodzajna jest kaszubska ziemia, zdeptana przez wielkie stopy Stolemów. Zakładali oni rodziny, tak więc żyły i Stolemi i Stolemki i ich małe Stolemiątka, z których wyrastały prawdziwe olbrzymy. Do ich ulubionych zabaw należało rzucanie głazami. Rybacy uważają, ze dzięki nim powstały mielizny w zatoce i półwyspy czy to w morzu czy jeziorach, które usypały Stolemki jako drogę dla swych dzieci. Dlatego właśnie nim zawdzięczamy ukształtowanie terenu na Kaszubach – pagórki, wzniesienia, wyspy, półwyspy, głazy i kamienie są dziełem ich silnych i potężnych rąk. Ludzie bali się olbrzymów, gdyż czyniły więcej szkody niż pożytku – przerywali sieci suszące się na palach, łamali wiosła i niszczyli łodzie rybackie, których używali jako drewniaków, wiosną od ich oddechów opadały kwiaty z drzew, a jesienią owoce.

W pewnej rodzinie, stary Stolem postanowił wydać swoją jedyną córkę Ewę za mąż. Była ona najokazalszą Stolemką w całej okolicy, dlatego kandydat na męża powinien być silniejszy niż ona, sprytny i posłuszny. Mężem mógł zostać tylko ten, kto rzuci głaz dalej niż ona. Pierwszym kandydatem była chudy i mizerny Denega z Oksywskich Piasków, który usłyszawszy, że najpiękniejsza ze Stolemek ma być wydana za mąż, postanowił spróbować swoich sił. Poszedł na Górę Oksywską i stanął przed Stolemką Ewą. Tak ujrzawszy go, wzięła go w 2 palce i podniosła na wysokość swojej twarzy, by mu się lepiej przyjrzeć. Gdy Ewa mówiła, Dendze wydawało się, że to wściekły szkwał przesuwa się nad rozszalałym morzem, dlatego mrużył oczy i ledwo łapał oddech. Kiedy postawiła go z powrotem na ziemi, kręciło mu się w głowie, tak że omal się nie przewrócił. Rody ludzki i Stolemów nie mogą mieć z sobą nic wspólnego, pomyślał Denga i nie mylił się w swym sądzie. Podobnie rzecz miała się z innymi kandydatami do ręki córki starego Stolema.

 Jednak ojciec znalazł odpowiedniego kandydata dla swej córki. Był nim Adam, Stolem piękny i silny, który znał Ewę od dzieciństwa i nie raz rzucał z nią głazy do wody. Dlatego Ewa postanowiła sprawdzić go w inny sposób – poprosiła, by przeniósł dla niej las, bowiem zasłania jej widok na morze. Adam zgodził się ochoczo, po czym pracował cały dzień i całą noc, przenosząc drzewo po drzewie, krzew po krzewie, a mech zwijając jak dywan. Ojcu bardzo się spodobało, że tak szybko chłopak poradził sobie z zadaniem, jednak Ewie to nie wystarczyło. Poprosiła go więc, by podczas dzisiejszej nocy pogasił dla niej wszystkie gwiazdy na niebie. Adam również przystał i na to zadanie. Dmuchał z całej siły aż zgasły wszystkie konstelacje na niebie. Jednak Ewa nadal nie była przekonana, dlatego postanowiła, by na koniec Adam rzucił potężnym głazem dalej niż ona. O poranku stanęli do zawodów, które wygrał Adam i Ewa postanowiła oddać mu swoją rękę.

 „Kamienie żyją dłużej niż ludzie i Stolemy. Oba głazy od niepamiętnych czasów stały przy drodze prowadzącej do wsi Gdynia. A gdy w końcu z rybackiej wioski powstało miasto, ludzie z wdzięczności dla tych, którzy je zbudowali, przeznaczyli owe głazy na cokoły pod pomniki. Wcześniej nadali tym kamieniom imiona „Adama" i „Ewy", na cześć pierwszych rodziców, od których wszyscy pochodzimy.”

Legenda o św. Barbarze

Pod Oksywiem rozbił się okręt, wiozący papieskiego posła z relikwiami Św. Barbary. By upamiętnić owo zdarzenie odlano 2 dzwony – 1 ufundował biskup Jaromir, natomiast 2 jego wuj Świętopełk. Zostały one sprowadzone z Gdańska, wciągnięte na szczyt urwiska na Oksywiu i zawisły na wieży kościoła. Św. Barbara, patronka 1 dzwonu, przyjaciółka ludzi morza, która chroni przed nagłą śmiercią, od tego czasu odwracała pioruny od strzech i masztów, Natomiast Iwo, patron 2 dzwonu, rozprawiał się z bezprawiem. Oba oksywskie dzwony ostrzegały mieszkańców przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, jednak same nie uniknęły złego losu, bowiem zrabowane przez Szwedów zatonęły, gdy próbowano je odbić. Obecnie odzywają się w Zielone Świątki, kiedy to pogrążyły się w falach, i proszą o wydobycie. Niestety po wielu latach spędzonych w morskich otchłaniach zamieniły się w głazy i rybacy oksywscy nie mogą ich odnaleźć.

 

 

Bibliografia:                                                                                                                        I. Pawlik, S. Kudławiec, Mała historia Gdyni. Gdynia – Wejherowo 2008, s.55-58.            Rocznik Gdyński nr 13 (1998) strona 191-203.                                                                        K. Wójcicki, Bajki i baśnie gdyńskie, Gdynia 2000, s.3-9.